reset

Dodano 31 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez autor

od poniedziałku

do niedzieli

od 8 rano do głębokiej nocy

zmieniamy daty w kalendarzach

podsumowujemy rok 08, liczymy rany i zadrapania, podpatrujemy ceny imprez sylwestrowych na mieście

zastanawiamy się czy 31 grudnia oglądać tvp2 czy polsat

odrobinę planujemy rok 09 i szkicujemy zarys wielkiej warszawskiej ofensywy kulturalnej

 
i do 4 stycznia nic nie proponujemy wyjątkowo atrakcyjnego

zapraszamy więc zupełnie niezobowiązująco

na pewno będzie ekstra

 

Kierunek kultura

O przyszłości i planach wobec warszawskiej kultury, a także o
programie rozwoju kultury, w którego tworzenie w 2008 roku zaangażowane
było środowisko pozarządowe stolicy, opowiada dyrektor miejskiego Biura
Kultury – Marek Kraszewski.


Jak ocenia Pan zaangażowanie organizacji pozarządowych w prace nad przygotowaniem strategii rozwoju kultury?

Marek Kraszewski:
Na początku warto uściślić pojęcia. Nie nazywamy tego opracowania
strategią. Strategia ma wymiar szerszy i dotyczy rozwoju Warszawy do
roku 2020, a przyjęta została w 2005 roku i do dziś obowiązuje.
Ostatnio Rada Miasta przyjęła Strategię Społeczną dla Warszawy, również
szeroki program dotyczący sfery społecznej, w tym edukacji kulturalnej.
My natomiast przygotowujemy Program Rozwoju Kultury do 2020 roku. W
pracach nad tym programem rzeczywiście wzięło udział sporo organizacji
pozarządowych i przedstawicieli różnych środowisk. Autorem i
koordynatorem prac jest Fundacja Pro Cultura. Obecnie redagujemy
zebrane opracowania i propozycje. Prace zbliżają się do finału.

Niedawno
odbyło się spotkanie prezentujące pierwsze wnioski i uwagi zespołów
analizujących poszczególne obszary warszawskiej kultury.  Czy było coś,
co Pana szczególnie zaskoczyło?

MK:
Przede wszystkim było coś, co mnie ucieszyło. Ludzie, których Fundacja
Pro Cultura zaprosiła do współpracy, wykazali się ogromną pasją i
chęcią poprawy obrazu kultury w Warszawie. Widać wyraźnie, że chcą
uczestniczyć w tych zmianach, wykorzystują swoją kreatywność, zgłaszają
swoje uwagi i projekty, propozycje rozwiązań. To jest bardzo ważne,
gdyż z jednej strony współpracujemy z fundacją kierowaną przez ludzi
doświadczonych w sferze kultury i ekonomiki kultury, a z drugiej chcemy
spożytkować energię i pasję młodych warszawskich twórców i animatorów,
którym rzeczywiście zależy na kulturalnym rozwoju miasta.

Mam
nadzieję, że z takiego połączenia doświadczenia i kreatywności wyniknie
ciekawy i ważny dokument. Dokument praktyczny, wybiegający w swoich
postulatach ku przyszłości. To jest atutem tego opracowania. Bywa
często, że tego typu dokumenty tworzone są przez badaczy i ekspertów,
którzy mają ogromne doświadczenie naukowo-teoretyczne. Takie
opracowania bywają jednak oderwane od rzeczywistości, przez co ich
późniejsza realizacja jest trudna. Żeby tego uniknąć zastosowaliśmy
inną metodę budowania Programu Rozwoju Kultury. Z propozycją współpracy
zwróciliśmy się bezpośrednio do ludzi, którzy po prostu na co dzień tym
się zajmują, którzy tę kulturę tworzą.

Podczas spotkania
padła mocna wypowiedź Bogny Świątkowskiej, która podkreśliła, że w
Programie Rozwoju Kultury powinno przede wszystkim chodzić o zmianę
sposobu myślenia o kulturze. Podała kilka przykładów świetnych
oddolnych inicjatyw, które ożywiły kulturę w przestrzeni miejskiej.
Potencjał jest. Jest też potrzeba zmian formalno-prawnych, wypracowania
jasnych procedur, które w realizacji takich przedsięwzięć pomogą…

MK:
Tak właśnie jest. Pracując nad programem rozwoju badamy otoczenie,
także realia formalno-prawne. Niektóre rozwiązania i przepisy prawne
mocno krępują ten rozwój. Dotyczy to wielu obszarów działania kultury,
ale skoro już mówimy o sferze przestrzeni publicznej, to między innymi
warto wspomnieć o problemie reklam zewnętrznych na terenie miasta.
Dzięki inicjatywie Przewodniczącej Rady m.st. Warszawy [Ewa
Malinowska-Grupińska], został powołany specjalny „okrągły stół ds.
reklamy”. W jednym z takich „podtsolików” badane są podstawy prawne
związane z funkcjonowaniem powierzchni reklamowych w Warszawie. Stamtąd
wypływają pewne postulaty, które następnie będą przekazane w formie
propozycji do organów władzy, które w Polsce prawo stanowią. Podobnie
organizacje pozarządowe narzekają na rozwiązania dotyczące tzw.
infrastruktury organizacji pozarządowych. To też uwzględnimy.

Jakie uwagi zgłaszają najczęściej?

MK:
Problem ma podwójny wymiar. Po pierwsze dotyczy wynajmu, czy
pozyskiwania pomieszczeń na działalność kulturalną oraz okresu, na jaki
te pomieszczenia będą przez Miasto udostępniane. Z drugiej strony
pojawia się pytanie, w jaki sposób organizacje mogą finansować
utrzymanie tych pomieszczeń? Jeśli miasto poprzez konkursy opłaca
projekty artystyczne, to w kosztach nie mieszczą się wydatki na
utrzymanie obiektów, czy inne koszty stałe. I te problemy znajdują
swoje odbicie w formie postulatów. Te i inne postulaty, łącznie z całym
Programem Rozwoju Kultury, zostaną przekazane jako wytyczne do zmian
prawnych.

W naszych warunkach klimatycznych nie można tworzyć
kultury wyłącznie w otwartej przestrzeni miejskiej. Organizacje
potrzebują odpowiednich pomieszczeń, również poprzemysłowych, do
zagospodarowania na cele kulturalne. Do tej pory nie stworzono
sprzyjających warunków, pozwalających organizacjom pozarządowym na
pozyskiwanie i utrzymywanie tych pomieszczeń.

Rozwiązaniem
tej sytuacji i elementem stabilizującym działanie organizacji miały być
konkursy trzyletnie. W tej chwili ogłoszono konkurs, w którym jednym z
priorytetów jest realizacja dużych imprez o charakterze
międzynarodowym: festiwali, przeglądów artystycznych. Ma to związek ze
staraniami Warszawy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Czy Biuro
Kultury będzie uwzględniało również potrzeby i możliwości małych
organizacji, które działają mniej spektakularnie, pracują lokalnie?

MK:
W ogłaszanych przez miasto konkursach trzyletnich, pod pojęciem  „duże
wydarzenia“ kryją się programy, które integrują różne obszary kultury.
Jeżeli wiele organizacji działa w rozproszeniu na niewielkich
wycinkach, to wówczas ich działania są słabo widoczne. Poprzez
połączenie różnych działań kulturalnych i stworzenie imprez o
charakterze interdyscyplinarnym uzyskamy efekt synergii. Takie projekty
są bardziej widoczne, łatwiej jest dotrzeć do potencjalnych odbiorców.
W dyskusji nad Programem Rozwoju Kultury, w bardzo wielu podgrupach
powtarzano, że integracja różnych działań i środowisk jest  wymogiem
czasu. Osobno bardzo trudno o skuteczność.

Przedstawiciele
organizacji pozarządowych dostrzegają potrzebę sieciowania i integracji
środowiska. Z takiego myślenia powstała inicjatywa ReAnimatora – cykl
debat o warszawskiej kulturze niezależnej. Uczestniczył Pan w tych
spotkaniach. Czy Biuro Kultury zgodnie z zapowiedziami potraktuje
poważnie wypracowane przez reanimatorów postulaty?

MK:
Tak. Dla nas spotkania ReAnimatora są jedną z form konsultacji ze
środowiskiem, inną formułą niż spotkania Komisji czy Forum Dialogu
Społecznego. Jest to bardzo dobra inicjatywa oddolna, którą zresztą
wsparliśmy finansowo. Cieszy nas, że organizacje chcą wysuwać
postulaty, proponują zmiany. Cieszę się, że taka inicjatywa powstała.
Wnioski, wypływające na spotkaniach ReAnimatora czy posiedzeniach
Komisji Dialogu Społecznego często są zbieżne z opracowaniami,
powstającymi w ramach Programu Rozwoju Kultury.  Wszystkie ciekawe
propozycje i inicjatywy, szczególnie o znaczeniu strategicznym, znajdą
się w naszym Programie.

Rzeczywiście głosy dotyczące
działań organizacji powtarzają się. Kilkakrotnie podnoszono kwestię
współpracy z instytucjami miejskimi chodzi min. o współpracę
organizacji pozarządowych z warszawskimi domami kultury, czy
powierzanie im prowadzenia teatrów. Pojawił się projekt przekazania
Teatru Ochota organizacji pozarządowej. Skąd taki pomysł?

MK:
System kultury w Polsce tkwi nadal bardzo głęboko w przeszłości.
Planowany w roku 2009 Kongres Kultury Polskiej ma się odbyć pod hasłem
„Czas na zmiany”. Myśmy w Warszawie te zmiany już rozpoczęli. Dziś, w
dobie zapowiadanego kryzysu, nie będzie nas stać na nadmierną
etatyzację czy nieefektywne wydatkowanie pieniędzy. Niereformowane od
lat samorządowe instytucje kultury są bardzo kosztowne. W naszym
strategicznym myśleniu o finansowaniu kultury chcemy jak najwięcej
zadań powierzać tym środowiskom, które pracują na samym dole. Chcemy
zburzyć hierarchiczną piramidę, gdzie na górze jest rozbudowana
instytucja, potem długo, długo nic i na samym dole wiele organizacji
tak zwanego „offu”, często „bezdomnych”. W związku z tym, linię
dzielącą środki pomiędzy np. teatry instytucjonalne i
pozainstytucjonalne będziemy przesuwać w kierunku tych drugich. Zresztą
to już się dzieje. W ramach tegorocznych budżetów w latach 2007-2009
zwiększa się procentowy udział finansowania organizacji pozarządowych.
Było 10, jest 12, a będzie 14 procent. Taki przyjęliśmy kierunek.
Oczywiście można robić to na kilka sposobów.

Jakich?

MK:
Jeden z nich to zwiększanie środków na projekty dla organizacji
pozarządowych realizowanych w formie konkursów. Z drugiej strony zależy
nam na stworzeniu innych możliwości współpracy  z organizacjami np.
poprzez umożliwienie im prowadzenia instytucji kultury. Przypadek
Teatru Ochoty pokazuje, że jest to możliwe, a prawo taki model
dopuszcza. To jest projekt pionierski. I nie łatwy, a w Warszawie
dzieje po raz pierwszy. Przepisy ogólne są, ale wykonawcze nie w pełni
przewidują takie rozwiązania.

W tym roku kończy się
kontrakt obecnego dyrektora teatru Tomasza Mędrzaka. Czasu zostało więc
już niewiele, proszę powiedzieć na jakim etapie przygotowań jest Biuro
Kultury? W jaki sposób zostanie wyłoniona organizacja, która będzie
zarządzała teatrem?

MK: Ta sprawa jest
już praktycznie finalizowana. W wypracowanym modelu teatr będzie
zarządzany  przez osobę prawną. Tą osobą prawną będzie fundacja, albo
stowarzyszenie wyłonione w formule konkursowej. Chcemy żeby teatr
prowadziła pozarządowa organizacja warszawska, bo organizacje znają
miejską specyfikę. Nie możemy ogłaszać konkursu ogólnopolskiego, nie
chodzi przecież o to, żeby przenosić do stolicy organizację, która ma
się dobrze w jakimś innym mieście. Projekt kierujemy do organizacji
warszawskich, które działają lokalnie.

Uda się, zgodnie z zapowiedziami wyłonić nowego zarządcę do końca tego roku?

MK:
Jeśli nie do końca tego roku to na pewno na początku przyszłego. Musimy
jeszcze dopracować szczegóły z Ministerstwem Kultury, ale widzę, że
jesteśmy na dobrej drodze. Myślę, że już niedługo będziemy mogli
powiedzieć jaka to organizacja. To będzie organizacja zajmująca się już
teatrem.

Którym organizacjom się Państwo przyglądacie?
Wszystkim? Wybranym? Czy organizacje aplikują, jak można wyrazić chęć
uczestniczenia w konkursie?

MK: Jak
powiedziałem potrzebujemy jeszcze kilku dni, żeby zakończyć etap prac
przygotowawczych. Do organizacji zgłosimy się przy pomocy odpowiednich
mediów, w odpowiedniej formie z prośbą o przygotowanie aplikacji
wyrażającej chęć prowadzenia teatru. Organizacji prowadzących stałą
działalność teatralna na terenie Warszawy jest sporo. Kilka z nich
zrzeszyło się nawet w formie „ENTERa”. Więc również do nich skierowane
będzie to zaproszenie.

Co stanie się w takim razie z obecnymi pracownikami teatru?

MK:
Teatr Ochoty zatrudnia kilkanaście osób na etatach i nadal pozostają
oni pracownikami teatru. Zarządca w porozumieniu z Tomaszem Mędrzakiem,
reżyserem i aktorem większości repertuaru teatru zadecydują, czy te
spektakle będą nadal eksploatowane, aż do momentu tzw. „zgrania”, i od
kiedy będą wprowadzać nowe produkcje. Teatr Ochoty pozostanie więc
nadal jedną z warszawskich scen i – zgodnie ze statutem – Ośrodkiem
Kultury Teatralnej. Nadal miasto będzie finansować jego działalność
teatralną i edukacyjną.

Podczas konsultacji dużo mówiło
się również o profesjonalizacji osób pracujących w obszarze kultury.
Zarówno tych w instytucjach i urzędach, jak i animatorów niezależnych.
Czy Biuro przewiduje jakieś działania podnoszące ich kwalifikacje?

MK:
Rzeczywiście sprawa szkoleń została kilka razy poruszona. Widzę taką
potrzebę i będzie to ważnym priorytetem na najbliższy rok. Poza tym
system szkoleń może mieć charakter niemal bezkosztowy, gdyż w dużej
mierze chodzi tu o wyminę doświadczeń. Chcemy pomóc realizować
działania na polu kultury w sposób nowoczesny, innowacyjny.

Z
drugiej strony pomożemy tym, którzy dopiero zaczynają orientować się w
strukturze Miasta. Pomożemy się w nim sprawnie poruszać. Taki system
szkoleń jest bardzo ważny. Mamy już miejsce – Info Qultura jest otwarta
na taką inicjatywę. Tam zresztą ma powstać punkt informacyjny dotyczący
możliwości pozyskiwania środków unijnych dla ngo. Jesteśmy już kilka
dobrych lat w Unii Europejskiej i warto to wykorzystać, wiedząc że nie
tylko Miasto, ale także środki unijne mogą wesprzeć nasze działania.

Szkolenia
będą miały jeszcze jedną wielką zaletę. Dzięki nim ludzie będą mieli
szansę się poznać, zintegrować, wymienić doświadczeniami. Być może
dzięki temu nawiązać współpracę. Integracja jest wyznacznikiem myślenia
o kulturze w XXI wieku, poprzez program szkoleń chcemy o tym mówić.

Czyli w Warszawie jest miejsce dla menedżerów kultury i ekspertów tej dziedziny?

MK:
Oczywiście, że tak. Z menedżerami kultury jest trochę tak, że na wielu
uczelniach uczy się o tym jak zarządzać, ale to jest wiedza
teoretyczna. Poprzez cykl szkoleń bezpośrednich, chcemy doskonalić
umiejętności i wiedzę praktyczną.

Takie szkolenie może mieć charakter np. projektu artystycznego?

MK:
Tak. Myślenie i działanie projektowe też jest wyzwaniem jakie stawia
przed nami współczesność. Od ubiegłego roku również budżet miasta
tworzymy jako zadaniowy. Do takiego myślenia namawiamy organizacje
pozarządowe. Chcemy, żeby tworzyły projekty także w dłuższej
perspektywie np. organizując duży interdyscyplinarny festiwal. Chcemy
to umożliwić.

Czemu zależy Panu szczególnie na takich dużych, interdyscyplinarnych działaniach?

MK:
Duże interdyscyplinarne festiwale to nic nowego. Warszawska kultura
jest bardzo podzielona. Festiwal łączący różne obszary kultury może
tylko pomóc. Tak było w przypadku innych polskich miast. W Europie to
się sprawdza już od bardzo dawna – weźmy za przykład Edynburg. Łączenie
pod jednym szyldem myzyki, tańca, teatru spowodowało, że działania
nabrały większego rozmachu i są rozpoznawalne w całej Europie.

Rok
2008 można śmiało określić, jako rok przyglądania się i diagnozowania
stanu warszawskiej kultury. Jakie największe wyzwania rysują się przed
Panem i Biurem Kultury w 2009 roku?

MK:
Zanim powiem o wyzwaniach chciałbym odnieść się do tego, co nazwała
Pani diagnozowaniem kultury. Do tej pory ocenialiśmy wydatki tylko
poprzez napływające do nas sprawozdania, poprzez rozliczanie zawartych
umów. W zakresie merytorycznym natomiast, a raczej w zakresie
efektywności wydawania pieniędzy, nie mieliśmy wystarczających
informacji. W związku z tym chcemy od nowego roku wprowadzić system
monitorowania kultury.

To jest projekt nowy, praktyka
niestosowana dotąd w Warszawie; właściwie w żadnym z polskich miast.
Wiem, że pierwszy rok będzie trudny, ale za dwa lata będziemy mieli się
już do czego odnieść. Sprawdzimy efektywność gospodarowania środkami
wydanymi na organizacje pozarządowe, instytucje kultury i twórców
indywidualnych. [w przyszłym roku Biuro Kultury planuje wprowadzenie
stypendiów dla twórców indywidualnych]. Taki system monitorowania
wskaże nam obszary, w ktorych kulturę należy dofinansować, a w których
można i trzeba trochę zacisnąć pasa.
Jeśli natomiast chodzi o
wyzwania, to tak jak mówiłem widzę dwie ważne sfery, które wynikną z
Programu Rozwoju Kultury. Pierwsza to infrastruktura. I nie mówię, że w
związku z jej rozwojem mamy zamiar ogłaszać kolejne wielkie budowy.
Chciałbym pobudzić, jakoś zachęcić ludzi, którzy zajmują się tworzeniem
kultury do myślenia projektowego, do projektowania rozwoju swojej
firmy, czy organizacji.

Na przykład?

MK:
Weźmy chociażby Teatr Nowy przy Madalińskiego. W tej chwili jesteśmy
już po ogłoszeniu konkursu na projekt jego siedziby. Ze wstępnych
oszacowań wynika, że mamy ponad sto różnych projektów, z czego
trzydzieści procent to propozycje zagraniczne. Teatr powstaje w
przestrzeni rewitalizowanej i ma szansę stać się prężnie działającym
centrum kultury. Kolejnym projektem, który nam się marzy, to pozyskanie
przestrzeni dawnego Instytutu Weterynarii. W tej chwili trwają
procedury mające na celu pozyskanie tego obiektu. Jeśli tylko to będzie
od nas zależało widzimy tam miejsce dla europejskiego centrum muzyki i
związanych z nią organizacji pozarządowych. W tej chwili jest jeszcze
zbyt wcześnie żeby o tym więcej mówić. W dalszym ciągu natomiast
będziemy rozwijać projekt Konesera.

Wpływa na nas kryzys
gospodarczy. Plany, które były już zaawansowane w realizacji trzeba
było trochę zastopować – musimy się liczyć z realiami finansowymi.
Jeśli chodzi o infrastrukturę to poprawimy prawo, które dotyczy
udostępniania powierzchni użytkowych dla organizacji pozarządowych.
Takie opracowanie jest już przygotowywane przez odpowiednie jednostki
urzędu. Zależy nam na umożliwieniu pozyskiwania lokali przez
organizacje na okres dłuższy niż trzy lata. To pozwoli na korzystanie z
dofinansowań proponowanych przez Unię Europejską. Przecież Miasto to
nie jest studnia bez dna, musimy się nauczyć wspierać także innymi
środkami.

Wyzwań nie zabraknie…

MK:
Rok 2009 przyniesie na pewno następne. Ale najważniejsza jest
świadomość, że rozwój miasta nie jest możliwy bez rozwoju kultury, na
wielu jej poziomach. Dla naszego biura kierunkiem działań  będzie
Program Rozwoju Kultury.


 

na noc

Dodano 30 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez autor

 

po chanuce

Dodano 27 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez autor

z powodu wyczerpania organizmów wszystkich pracowników

będziemy do końca tygodnia zamknięci

przepraszamy i prosimy o zrozumienie

i zapraszamy od poniedziałku

a jakby co to polecamy planbe. tam na pewno ktos jest.

 

już dziś na Chłodnej25

Dodano 26 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez autor

 

chłodna w święta

Dodano 24 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez autor

plan na święta jest taki

że

w środę 24 grudnia jesteśmy zamknięci

25 grudnia otwieramy się o 18.00

26 grudnia otwieramy się o 18.00 i zapraszamy na koncert POLPO MOTEL (20.00)

 

w prasie

Dodano 23 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez autor

rozmowa z Mytkowską

w Życiu Warszawy

 

rozmowa z Martą Białek w warszawa.ngo.pl

Dodano 23 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez autor

O wyzwaniach, jakie stolica stawia przed lokalnymi animatorami
kultury opowiada Marta Białek-Graczyk, reanimatorka z Towarzystwa
Inicjatyw Twórczych „ę“.


Animujesz animatorów.  Razem z Martą Wójcicką (ArtAnimacje)
i Grzegorzem Lewandowskim (Chłodna 25)  zrealizowałaś projekt
ReAnimator – animatorzy kultury dla Warszawy, który miał zintegrować
miejscowych działaczy i pomóc im w wypracowaniu czegoś w rodzaju „karty
dobrych praktyk“…


MBG:
No tak.
Wszystko, co robię wypływa z moich zainteresowań i reagowania na
potrzeby, które dostrzegam wokół siebie. Od działania, uczenia, po
dzielenie się swoim doświadczeniem z innymi. W pracy animatora co jakiś
czas warto pójść o krok dalej. Kiedyś jeździłam po całej Polsce
starając się pobudzić życie kulturalne w małych miejscowościach.
Pracowałam z grupami młodzieżowymi, później z lokalnymi liderami. Teraz
przyszedł czas na Warszawę.

Dlaczego inicjowanie takich środowiskowych spotkań  jest ważne?

MBG:
Próbujemy lobbować na rzecz naszych pomysłów i, mówiąc w wielkim
skrócie, musimy ze swoim przesłaniem docierać do urzędników - to raz.
Dwa, chcemy zintegrować ludzi, którzy zajmują się podobnymi rzeczami.
Wydaje nam się, że jako grupa ludzi blisko ze sobą współpracujących
mamy większą szansę coś osiągnąć, jeśli trzeba to wywalczyć.
Zastanawialiśmy się, czy Warszawa wystarczająco docenia animatorów
kultury? Może o nich nie wie?  ReAnimator wziął się z chęci nawiązania
dialogu. Do rozmowy zaprosiliśmy animatorów, twórców, urzędników,
specjalistów wielu dziedzin. Jednym słowem wszystkich, którzy chcą
tworzyć obraz kultury w mieście.

Udało się ten dialog nawiązać, myślisz, że projekt może rzeczywiście pomóc coś zmienić?

MBG:
To dopiero początek. Proces, który udało się zainicjować dzięki
spotkaniom ReAnimatora jest wciąż niezakończony. To, co próbujemy
zrobić jest bardzo trudne. Teraz uczymy się jak posługując się dwoma
odmiennymi językami – urzędniczym i animatorów działać na rzecz
wspólnej sprawy.
Cieszę się, że na spotkania udało się zaprosić
urzędników. Kilka dyskusji miało naprawdę żywiołowy charakter. To
pokazuje, że jest o czym i że warto ze sobą rozmawiać. Wyjaśniać,
czasami, nie zgadzać się, albo do czegoś przekonywać.
Powołując
ReAnimatora umieściliśmy się w roli moderatora, kogoś kto inicjuje,
zaprasza, stwarza możliwość spotkania. Obserwowaliśmy ludzi, którzy
brali udział w tych debatach, bo to od nich przede wszystkim zależy,
czy te spotkania zaowocują czymś więcej. Myślę, że jest w nich dużo
energii, żeby coś zmienić.

Wasz projekt był okazją, żeby
przyjrzeć się nie tylko funkcjonowaniu struktur miejskich, ale i samych
organizacji pozarządowych i niezależnych animatorów. Czy dzięki tym
spotkaniom dowiedziałaś się czegoś więcej o warszawskich animatorach
kultury?  Czego spotkania nauczyły Ciebie?

MBG:
Potwierdziły się moje przypuszczenia dotyczące tego, że mało się  sami
między sobą znamy. Kojarzę wiele warszawskich projektów i nazwisk
animatorów, ale tylko z niewielką częścią z nich miałam do tej pory
okazję porozmawiać, wymienić się doświadczeniami, dowiedzieć więcej o
rzeczach, które robią. Jesteśmy bardzo rozproszonym środowiskiem,
zajętym walką o swoje projekty.
Potwierdziły się również
przypuszczenia dotyczące słabego przepływu informacji i małej
znajomości funkcjonowania struktur miejskich.  Niewielki procent
organizacji pozarządowych korzysta z możliwości konsultacji podczas
Komisji Dialogu Społecznego, czy aktywnie współpracuje z instytucjami
samorządowymi.
Pozytywne było to, że przekonałam się, że warszawscy
aktywiści rzeczywiście są środowiskiem niezwykle twórczym. Łączy nas
zaangażowanie i przekonanie, że to, co robimy ma znaczenie. Jest w nas
podobna, dobra energia. W tym tkwi nasza siła.

Projekt
dobiega końca. Ostatnia debata odbyła się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej i
dotyczyła promocji kultury w Warszawie. Czy reanimatorzy będą działać
dalej?

MBG: Jesteśmy w trakcie
redagowania postulatów zebranych podczas spotkań naszych grup
roboczych. Powstaje zwarty dokument. W styczniu chcemy zorganizować
dużą konferencję, podczas której opowiemy szerzej o zebranych
doświadczeniach.

Jakie masz plany w związku z
animowaniem Warszawy na kolejny rok? Mówiłaś kiedyś o koncepcji
stworzenia przestrzeni do działań dla lokalnych środowisk. Taką
przestrzeń nazywasz animatornią. Opowiedz o niej coś więcej.

MBG:
Animatornia to miejsce, w którym ludzie będą mogli realizować swoje
pomysły. Przestrzeń, która pozwoli na kreowanie lokalnej
rzeczywistości; w której odnajdą się dzieci, młodzież, dorośli i
seniorzy. To nie dom kultury, w którym osoby korzystające z jego oferty
nastawione są raczej na odbiór – że np. coś się maluje i po prostu
stamtąd wychodzi. Tylko miejsce, które uczy i pomaga dać z siebie coś
innym. Moje stowarzyszenie ma od niedawna nową siedzibę. Fizycznie
przestrzeń już jest. Teraz staramy się ją otworzyć dla innych.
Zapraszać i robić coś wspólnie.  Pracujemy nad formułą takiego miejsca
i to jest dla nas ważne zadanie na najbliższy rok.

  więcej: reanimator.waw.pl oraz e.org.pl

 

o stsw w życiu warszawy

Dodano 23 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez autor

Zrzutka nie wystarczy, czyli jak utrzymać lokal


Anna Brzezińska 

Wiosną
założyli stowarzyszenie. Latem zdobyli lokal. Zimą entuzjazm opadł.
Stowarzyszenie Twórców Sztuk Wszelkich wyprowadza się z ul. Lubelskiej.

O
decyzji przesądziły opłaty za ogrzewanie. – Nie jesteśmy w stanie
płacić z własnej kieszeni za utrzymanie lokalu – mówi Piotr Głowacki,
prezes STSW. – I tak działaliśmy na granicy wytrzymałości. Nie mamy na
to już siły.

Organizacja, powołana do życia przez osoby od lat
działające na polu kultury, w tym Marcina Ceckę czy Dorotę Masłowską,
działa przy Lubelskiej 30/32. Obok mieści się m.in. Komuna Otwock i
Studium Teatralne.

Jesienią za wynajęcie i utrzymanie ok.
600-metrowego lokalu STSW płaciło 6 tys. zł miesięcznie. – Teraz,
doliczając ogrzewanie, musimy wykładać 12 tys. zł – wylicza Głowacki.

STSW
pomieszczenie wynajęło na trzy lata od Pragi-Południe. Wczoraj
dzielnica zgodziła się rozwiązać umowę za porozumieniem stron.

Od
sierpnia utrzymanie lokalu i organizacja imprez pochłonęły ok. 80 tys.
zł. Połowę tej kwoty STSW dostało w ramach dotacji na przegląd
„Przestrzeń otwarta”. Cykl coweekendowych spektakli, seansów czy
koncertów, na które wstęp był wolny, przyciągnął setki gości.


Ożywiliśmy to miejsce. Pytanie: co dalej. Nie możemy podnająć
przestrzeni, czerpać korzyści ze sprzedaży biletów, ani otworzyć
kawiarni. Mamy związane ręce – mówi prezes. By utrzymać lokal,
członkowie stowarzyszenia zrzekali się nawet honorariów. I to nie
pomogło.

– Trzeba zmienić system finansowania kultury – mówi
Adam Grzegrzółka, wiceburmistrz Pragi-Południe, który już zgłosił
poprawki do uchwały lokalowej, umożliwiające m.in. wynajmowanie lokalu
przez kilka organizacji o podobnym profilu. – To rozłożyłoby koszty –
mówi, nie ukrywając rozżalenia z powodu rozstania z STSW. – To
stowarzyszenie z potencjałem. Liczę, że kiedyś wróci na Pragę.

STSW
odchodzi z Lubelskiej, ale nie zawiesza działalności. Nadal będzie
wystawiać spektakle czy organizować pokazy filmowe, tyle że gościnnie,
w zaprzyjaźnionych miejscach. Jednym z nich będzie Chłodna 25.

Życie Warszawy
 

Migawki – wernisaż/finisaż na Chłodnej25

Dodano 21 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez autor

W piątek, 19. grudnia na Chłodnej 25 obył się wernisaż wystawy podsumowującej Migawki.

Niech żałuje, kto nie był ;) 

Poniżej trochę zdjęć Maćka Sobczaka i Kamila Rogulskiego.

 










więcej w galeriach na picassie:


http://picasaweb.google.com/limakkus/Migawki?authkey=mj8ilYjiXuk&feat=email#

 

  • RSS