Instytut
Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego zaprasza

w
czwartek 1 października 2009 o godz. 19.00

na spotkanie ludzi kultury

W programie:

 

* projekcja filmu Agnieszki Arnold
pt. „Kongres niedokończony” (2009)

* dyskusja
na temat rezultatów Kongresu Kultury Polskiej i koniecznych do podjęcia działań

 

„Kongres
niedokończony”
reż. Agnieszka Arnold (2009)

 

Perspektywa wrześniowego Kongresu Kultury Polskiej
nasunęła pomysł przypomnienia dramatycznie przerwanych obrad Kongresu w grudniu
1981 roku. Snute wówczas marzenia o kształcie i miejscu kultury w
społeczeństwie miały charakter wyjątkowy, zbliżone były niemal do ideału,
ponieważ nikt nie wiedział, co przyniesie jutro, pozwolono sobie na całkowitą
swobodę.

 

Obecny obraz kultury, już zdawałoby się okrzepły w
nowych warunkach – wolności politycznej, ekonomicznej i w zmienionych
strukturach społecznych, a nade wszystko po rewolucji technologicznej w
systemie komunikacji społecznej (dostępność Internetu i otwarcie granic) –
weryfikuje tamtejsze postulaty. Część z nich zdezaktualizowała się całkowicie i
dziś są wręcz zabawne, jednak inne nadal stanowią problem.

 

Dlatego też z tym filmie poproszono o komentarz
tych, którzy brali w Kongresie udział i wzięli udział we wrześniowym, natomiast
tych, którzy odeszli zastąpią osoby znaczące we współczesnej kulturze polskiej.

 

Inspiracją do teraźniejszej refleksji stanie się
krytyczny tekst Tadeusza Kantora wygłoszony w grudniu 1981 roku, dotyczący
niemożności komunikacji między ludźmi sztuki a władzą państwową.

 

Film autorstwa Agnieszki Arnold został wyprodukowany
przez firmę Prasa i Film dzięki wsparciu finansowemu Narodowego Centrum
Kultury, Telewizji Polskiej oraz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

 

Agnieszka Arnold – polska dokumentalistka,
reżyserka i reporterka telewizyjna. Autorka wielu filmów o mniejszościach
etnicznych i religijnych. Laureatka Nagrody Wielkiej Fundacji Kultury (2001).

 

 

w środę na Chłodnej25

Dodano 29 września 2009, w Bez kategorii, przez autor

Małgorzata Sarbak – klawesyn 

30 września

godz. 19.00

wstęp 10pln

 

program:

Jean Henry D’Anglebert (1635-1691)

  • Preludium niemenzurowane

 

Antoine Forqueray(1672- 1745) /

Jean-Baptiste-Antoine Forqueray (1699-1782)

Pieces de clavecin: Suita V

  • La Rameau.
  • La Guignon.
  • La Leon. Sarabande.
  • La Boisson.
  • La Montigni.
  • La Sylva.
  • Jupiter.

 

Louis Couperin (1626-1661)

  • Passacaille
  • Pavane

 

Jean-Philippe Rameau (1683-1764)

  • Gavotte et Doubles de la Gavotte


Małgorzata Sarbak urodziła się w 1980 roku wZielonej Górze. W 2004 roku ukończyła z wyróżnieniem Akademię Muzyczną im.Fryderyka  Chopina w Warszawie wklasie klawesynu prof. Leszka Kędrackiego i prof. Władysława Kłosiewicza. Wroku akademickim 2003-2004 została wytypowana do uczestnictwa w KoncercieDyplomantów, który odbył się w ramach cyklu „Środa w Akademii”.

W 2001 rokuotrzymała stypendium na naukę w New England Conservatory (Boston, USA) w klasieklawesynu prof. John’a Gibbons’a. Otrzymała także stypendium rządu francuskiegona studia podyplomowe w Conservatoire National de Region de Paris.

  Uzyskała rownież pełnestypendia na uczestnictwo w wielu mistrzowskich kursach muzycznych m.in. wMontisi (Włochy, 2008), Villecroze (Francja, 2006), Krieglach (Austria, 2002),Antwerpii (Belgia, 2003), Karlsruhe (Niemcy, 2002), Cambridge (Anglia, 2002),prowadzonych przez wybitnych pedagogów i artystów: H. Dreyfus, B. van Asperen,J. Van Imerseel, K. Haugsand, J. Ogg, Menno van Delft, R. Hill i The Parley ofInstruments. Zyskując uznanie profesorów była zapraszana do udziału wkoncertach organizowancych na zakończenie kursów muzycznych.

MałgorzataSarbak występuje zarówno jako solistka jak i członkini zespołów kameralnych wPolsce i za granicą. Jej repertuar obejmuje utwory od późnego renesansu ponajnowsze dzieła kompozytorów współczesnych.

Artystkastale współpracuje z Chopin Academia Orchestra kierowanym przez Jana Staniendę.Koncertowała i nagrywała również z takimi orkiestrami jak: Orkiestra KameralnaVratislavia, Orkiestra Kameralna Enrique Mazzolli, The Parley FestiwalOrchestra oraz z zespołem Transemble. We wrześniu 2007 roku została zaproszonado współpracy z nowopowstałą „Królewską Orkiestrą Symfoniczną”. Brała udział wfestiwalach: „Gdańska Wiosna” (2005), „Festiwal Pianistyki Polskiej” wSłupsku (2006), „Międzynarodowy Letni Festiwal TORUŃ – MUZYKA I ARCHITEKTURA”(2007). W listopadzie 2008 roku została zaproszona do współpracy z SinfoniąVarsovią, z którą koncertowała i nagrywała na wielu zagranicznych festiwalach(we Francji, Hiszpanii, Japonii, Niemczech) zarówno jako członkini orkiestryjak i solistka.

Wlutym 2007 roku wystąpiła jako solistka z Polską Orkiestrą Radiową wykonując„Concert Champetre” Fr. Poulenc’a na klawesyn i wielką orkiestrę symfoniczną,natomiast we wrześniu 2008 roku wykonała ten koncert oraz „Partitę…III” PawłaSzymańskiego na klawesyn i orkiestrę symfoniczną z Łódzką OrkiestrąSymfoniczną.

Wspólniez włosko-niemiecką sopranistką Valentiną Pennino tworzy duet Lucrezia Duo.  Prezentacja projektu „Włoskie kantatybarokowe” podczas „Międzynarodowego Festiwalu – Muzyka i Architektura” wToruniu zaowocowała w kolejne propozycje koncertowe (m. in. koncert na ZamkuKrólewskim w Warszawie). 

Dokonałanagrań archiwalnych dla Polskiego Radia, które wytypowało ją do reprezentowaniaPolski na międzynarodowym konkursie EBU „New Talent” 2005 w Bratysławie.

Od września 2006Małgorzata Sarbak prowadzi klasę klawesynu w Zespole Państwowych SzkółMuzycznych nr 2 im. Fr. Chopina w Warszawie.


 

 

To nie jest kraj dla wielkich ludzi

Dodano 29 września 2009, w Bez kategorii, przez autor


zapraszamy


29 września 
(wtorek)

o godz. 20.00

na Chłodnej25

Tekst i reżyseria: Michał Walczak

Ilu ludzi mieści się w jednym Polaku? One-man show w wykonaniu aktora Teatru Montownia, Rafała Rutkowskiego, który wraz z dramatopisarzem Michałem Walczakiem przygotował w podziemiach kultowej Chłodnej 25 godzinę perwersyjnej, niepoprawnej politycznie rozrywki.

Wcielając się w kolejne, typowo polskie postaci, poprowadzi widzaprzez labirynt masek, potworów i świętych polskich. Artyści,kaznodzieje, kabotyni, wojskowi, szarlatani i ginekolodzy. Polskiemonstra. Wirtuozeria aktorska i zjadliwość tekstów. Dla młodych istarych, dla tych, którzy odnieśli sukces i frustratów, jednym słowem –dla wszystkich, którzy żyją w Polsce. Dla ludzi o mocnych nerwach.

… One-man show jest zbiorem przezabawnych skeczy, w którychpojawiają się najróżniejsze postaci – ksiądz udzielający ślubu byłejukochanej, żołnierz gej, blondynka u ginekologa…

Wszystko w wykonaniu tylko jednegoaktora. Półtoragodzinny program już od kilku miesięcy wypełniaszczelnie klubową salę Chłodnej 25 i wywołuje salwy śmiechu.

SPEKTAKL Rafała Rutkowskiego na Chłodnej 25 to nie showdla miękkich ludzi. Rozstrój nerwowy u widzów, skurcz przepony,duszności, wypieki są wpisane w formułę stand-up comedies. Jedyniestali bywalcy klubów Nowego Jorku czy Edinburgh Fringe Festival mogąuważać się za zaszczepionych. Dla nich „żart ekstremalny” znaczy coinnego niż dla Polaków, których poczucie humoru formowało się na”Śmiechu warte” czy „Maratonie uśmiechu”. Wytrzymali dowcipy typu:”Hitler i Matka Teresa wchodzą do gejowskiego baru…”, tytuł „Przygodydawcy orgazmów”, opowieści ocaleńca aborcyjnego czy polewkę z wielkiegogłodu w Irlandii, wytrzymają i występ w piwnicy na Chłodnej. Co nieznaczy, że w porównaniu ze „średnią światową” show Rutkowskiego toniewinne łaskotki. Aktor Teatru Montownia i autor tekstu Michał Walczaktworzą polską stand-up comedy od zera. Efekt jest porażający. Przedewszystkim Walczak (jeden z najlepszych dramaturgów młodego pokolenia)is back. Skecze o zakompleksionym księdzu udzielającym ślubu ukochanej,wojskowym teście na geja czy prywatnym, ekskluzywnym przedszkolu dladzieci „wiecie kogo” to polskie szaleństwo w pigułce. Rutkowski zdolnyzmiąć, wygiąć i wywrócić swoją twarz na wszelkie sposoby doprowadzapubliczność do spazmów. Jako krytyk filmowy Henryk Prawda wrzeszczy ostandardach moralnych i wzywa naród do kręcenia epopei o bitwie podMokrą, chwilę później „prywatnie” usiłuje wysadzić z interesuwłaściciela lokalu Grzesia Lewandowskiego i stworzyć w miejsce Chłodnejteatr Chłodnica. Najgorsza stand-up comedy to taka, na której widzowieśmieją się dyskretnie i kulturalnie. W piwnicy na Chłodnej się wyje.
Joanna Derkaczew. Gazeta Wyborcza.

strona teatru tutaj

 

już dziś (wtorek) na moko w bęcu

Dodano 29 września 2009, w Bez kategorii, przez autor


WARSZTAT DIZAJNERA


Kolektyw
Gogo to Maria Makowska i Piotr Stolarski. Projektowane przez nich
obiekty są w pełni funkcjonalne, a jednocześnie przewrotne, skłaniają
odbiorcę do nietypowych zachowań jak na przykład ich najsłynniejszego
projektu Radio-Kłoda (nagroda Jury’s Favourite Selection na
DMY International Design Festival Berlin 2008), w którym kolejne radia
odcina się z belki drewna. Albo prześmiewczo komentują rzeczywistość jak stolikiem Grande Piano,
który powinien stać się wielkim meblowym przebojem Roku Chopinowskiego
2010. Jest to produkt luksusowy, choć do zbudowania go posłużył
najtańszy materiał – płyta OSB polakierowana na wysoki połysk.

Na wystawę w ramach cyklu Dizajnwawa Gogo przygotowało warsztat
projektanta, czyli miejsce, gdzie projektant spędza wilczą część czasu.
Dla Marysi i Piotrka nie jest to warsztat z parkiem maszynowym, ani
ławka w parku, lecz biurko z laptopem plus źródło światła. Biurko i
lampa, które powstały specjalnie na wystawę, formą nawiązują do
poprzednich projektów Gogo, i opatrzone są autoironicznym komentarzem
zaczerpniętym z krótkiego wiersza Charlesa Bukowskiego zatytułowanego
Sztuka (Art): „Gdy duch słabnie, pojawia się forma”.

Studio Gogo zostało założone przez Marysię Makowską i Piotrka
Stolarskiego w 2005 roku. Marysia i Piotr (oboje rocznik 1980) poznali
się podczas studiów na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego ASP w
Warszawie. Współpracę nawiązali podczas pobytu w Mediolanie, gdzie
pracowali w studiach graficznych i projektowych. Od tego czasu Gogo
istnieje jako kolektyw dizajnerski, działając oprócz dizajnu na polu
grafiki i sztuk wizualnych. Ich projekty prezentowane były na wielu
wystawach w kraju oraz za granicą, m.in. podczas Design September 2009
w Brukseli, London Design Festival 2009 (wystawa Young Creative
Poland), DMY International Design Festival Berlin 2008. www.gogo.com.pl

DIZAJNWAWA w 2009 r. to seria wystaw prezentujących twórczość
młodych dizajnerów warszawskich zaproszonych do udziału ze względu na
szczególnie interesujące wyniki prac projektowych, zastosowanie
nowatorskich rozwiązań, związek projektu z przestrzenią publiczną
miasta lub z Warszawą jako stolicą kraju. www.dizajnwawa.pl

Czas: 29.09 – 12.10, otwarcie 29.09 (wtorek) godz. 19.30

Miejsce: Warszawa, Fundacja Bęc Zmiana, Mokotowska 65


Organizator: Fundacja Bęc Zmiana


Projekt realizowany dzięki dotacji otrzymanej od m.st. Warszawy


 

masecki gra mozarta

Dodano 28 września 2009, w Bez kategorii, przez autor

na dłuższą przerwę

masecki gra mozarta

nagrywał Kuba Kossak

Marcin Masecki plays Mozart at Chłodna25 from kuba kossak on Vimeo.

 

u Kowalskiej na blogu

Dodano 28 września 2009, w Bez kategorii, przez autor

Właśnie
dostałam informację, że w czwartek z pompą zostanie wręczona Nagroda
Literacka Miasta Stołecznego Warszawy. Zrobi to sama pani prezydent, w
knajpce Skwer na Krakowskim Przedmieściu. Będzie koncert z udziałem
Ireny Santor, Stanisława Soyki, Muńka Staszczyka, a publika obejrzy to
wszystko na ekranach plazmowych rozstawionych na Skwerze Hoovera.
Słyszeliście coś o tym?

W
takich momentach nóż mi się w kieszeni otwiera. Nie potrafię zrozumieć
logiki miasta, które przeznacza mnóstwo kasy na wydarzenie, które w
żaden sposób nie jest nagłośnione. Warszawiacy nic o nagrodzie
literackiej nie wiedzą, zamiast być z niej dumni. Nawet na stronie
Urzędu Miasta w zakładce poświęconej nagrodzie mamy zaledwie kilka
żenująco ogólnych zdań oraz ledwo widoczne, bardzo lakonicznie
sformułowane komunikaty i regulaminy. A przecież w ubiegłym roku, gdy
warszawska nagroda literacka była w pośpiechu przez radnych uchwalana,
wytykaliśmy jej błędy: upolitycznione, bo powoływane przez radnych i
panią prezydent jury, brak odpowiedniej promocji. Iwona Haberny,
przedstawicielka Fundacji Nagrody Kościelskich komentowała wtedy na
naszych łamach: – Wymyślenie nagrody nie jest trudną sprawą. To trudne
przychodzi zaraz potem. Przede wszystkim skompletowanie kompetentnego i
gotowego do naprawdę ciężkiej pracy jury. Potrzebna jest wstępna
selekcja, konieczne są jak najklarowniejsze zasady przyznawania
nagrody. Poza tym trzeba dbać o jej nagłośnienie, wybudowanie jej rangi.

Czy
miasto odrobiło w tym roku tę lekcję? Ależ skąd! Jury jest to samo,
zasady przyznawania nagrody wciąż niejasne, nominacji nie ma. Ale mnie
razi szczególnie ten brak promocji. A wystarczyłoby przecież wybić na
stronie internetowej, ulotkach i bilboardach informację o 100 tys. zł.
nagrody głównej, trzech dodatkowych po 20 tys. zł, przypomnieć
ubiegłorocznego laureata Tadeusza Konwickiego i podgrzewać emocje
ujawniając kolejne tegoroczne nominacje. No i oczywiście poinformować o
konkursie media. Nie ma nic prostszego.

Dlatego
nie wiem, jak wy, ale ja mam ochotę rozpocząć odliczanie do wyborów
samorządowych, które już za rok i rozliczyć urzędników z ich
dotychczasowych działań: Katarzynę Ratajczyk, szefową Biura Promocji
Miasta, Ewę Czeszejko-Sochacką – pełnomocnik pani prezydent do spraw
Europejskiej Stolicy Kultury 2016, Marka Kraszewskiego – dyrektora
biura kultury, ich zastępców i współpracowników. Skupię się na nich, bo
to moja kulturalna i promocyjna domena. Pomóżcie – zbierzmy razem
blaski i cienie ich kadencji. Bądźmy na te wybory przygotowani. 

Czekam na listy: agnieszka.kowalska@agora.pl

 

Po Kongresie Kultury

Na pytanie „po co kongres?” jeden z urzędników
MKiDN odpowiedział z rozbrajającą szczerością „to taka gra pozorów”.
Rzeczywiście czasami można było mieć takie wrażenie, tym bardziej że
dominującym tematem stał się w pewnym momencie spór: stadiony czy
telewizja?

Liczy się TVP
Tę sytuację, gdzie jest skupiona uwaga, dobrze obrazują liczby i osoby:
na panelu dyskusyjnym o mediach, prowadzonym przez Jacka Żakowskiego
nie tylko frekwencja była wysoka  (tłum ludzi okupował także schody i
wejścia) – przybyli także ministrowie, posłowie i jeden premier. Na
panelu o teatrze natomiast nie było nawet ministra Zdrojewskiego. Na
panelu o tańcu było ośmiu słuchaczy. Ale nie powinno to dziwić,
telewizja włada wyobraźnią większości. Wróćmy do kongresu.

Za mało dyskusji
Kilka miesięcy temu na zamówienie MKiDN powstało 15 Raportów o stanie
kultury. Formuła Kongresu zapowiadała dyskusję panelową o tezach tam
zawartych. Do dialogu – zgodnie z zapowiedziami ministra Zdrojewskiego
- mieli być dopuszczeni także uczestnicy. Ich udział dawał szansę na
potwierdzenie lub zweryfikowanie oceny i rekomendacji, przygotowanych
na Kongres. Niestety w znakomitej większości były to po prostu
wygłaszane lub odczytywane z kartki referaty. I choć niektóre bardzo
interesujące, to jednak szkoda, że w praktyce uniemożliwiono środowisku
konsultacje i zgłaszanie uwag.

Tylko instytucje
Na niemal każdym panelu mówiło się o „kulturze wysokiej”, utożsamianej
z instytucjonalną. Tak jakby ta pozainstytucjonalna była „niższa”. Ale
pewnie tak po prostu miało być, Kongres Kultury Polskiej skupiał się w
praktyce na kulturze w samorządowych i państwowych placówkach. Nie było
oddzielnego panelu poświęconego nieinstytucjonalnym podmiotom kultury.
I choć z ust niejednego panelisty padało poprawne politycznie
określenie „organizacje pozarządowe”, to nigdzie nie było miejsca na
dyskusję o ich potencjale i problemach. Dziwne to trochę, szczególnie,
że tzw. „raport Hausnera” przewiduje szerszy udział III sektora w
dostępie do środków i infrastruktury publicznej. Wiadomo zresztą
skądinąd, że ten pomysł wywołał spory zamęt wśród dyrektorów domów
kultury i teatrów w całej Polsce.
 
Aby ten obraz kultury zmienić, warto chyba było oprócz Fundacji
Krystyny Jandy i Stowarzyszenie im. Ludwiga van Beethovena Elżbiety
Pendereckiej zaprezentować także inne podmioty pozarządowe, które nie
tylko „produkują” kulturę i sztukę dobrą (jeżeli już nie wysoką), ale
też wcale nie chcą rzucić się na publiczną kasę, czy też stać się
instytucjami.
 
My, czyli kto?
Problem jednak nie leży jedynie w organizatorach Kongresu. Środowisko
NGO-sów w Polsce zajmujących się kulturą jest naprawdę bardzo duże.
Robią świetne rzeczy. Jest jednak rozproszone i niezorganizowane. W
Warszawie udało się w formule Komisji Dialogu Społecznego zgromadzić
reprezentację, z którą samorząd musi się liczyć. Tak więc dialog między
sektorami jest. Ciągle niedoskonały, ale jednak jest.
 
Na poziomie ogólnokrajowym takiego dialogu nie ma. Czy ktoś
próbował coś z tym zrobić? Tak. Warszawskie środowisko „niezależnych”
zorganizowało w tym roku dwa spotkania, które miały otworzyć taki
proces: z ministrem Zdrojewskim w kawiarni Nowy Świat, a potem z prof. Hausnerem.
Jednakże na pytanie o możliwość włączenia się do dialogu, np.
konsultacji zmian legislacyjnych, warszawska komisja usłyszała cyniczne
„a czy państwo reprezentują także organizacje pozarządowe z województw
wschodnich?”.
Przypomnijmy na marginesie, że przy Ministrze Kultury istnieje
owszem Rada Organizacji Pozarządowych, ale składa się ze związków
twórczych, takich jak ZASP czy ZKP i jest zamknięta dla niezwiązkowców.
Jej kadencja kończy się za 2 lata. Nikt nigdy nie słyszał o
jakimkolwiek działaniu tej Rady, w ogóle mało kto wie, że ona w ogóle
jest.
 
Warszawska komisja dialogu społecznego bazuje na entuzjazmie i
społecznym zaangażowaniu kilkunastu osób, które mobilizują nieruchawą
resztę.
W takiej formule stworzenie reprezentacji na poziomie
ogólnokrajowym (z uwzględnieniem województw wschodnich), z którą będzie
się liczyć Ministerstwo Kultury, byłoby niezwykle trudne. Bo by spotkać
się z całą Polską i wypracować jakieś stanowisko, trzeba by chyba było
stworzyć superkomisję, a to wymaga znacznego nakładu energii, czasu i
zapewne pieniędzy. W czasie „po pracy” jest to mało realne. W
rezultacie liczne i prężnie działające środowisko kultury
pozainstytucjonalnej nie ma swego stanowiska w sprawach dla niego
fundamentalnych. Nikt z tego kręgu nie zgłasza np. żadnych uwag do
nowelizowanej właśnie ustawy o pożytku, która jest „konstytucją”
organizacji pozarządowych, a która nie zawsze przystaje do specyfiki
projektów artystycznych.
 
Czy można to było zmienić na Kongresie? W kuluarach i na
wieczornych spotkaniach pozarządowcy wyrażali swoje niezadowolenie,
gdyż przyjechali z nadzieją na możliwość dyskusji. Reprezentacja
warszawskich NGO-sów byłą zresztą bardzo duża. Tyle że przez dwa dni
nie byliśmy w stanie sformułować prostego listu z informacją: „halo,
jesteśmy”. Okazało się jednak, że nie bardzo wiemy, kto to są „my”.
List więc nie powstał i głos III sektora nie pojawił się na Kongresie.
I paradoksalne jest, że o kulturę niezależną upomniał się pokongresowo Andrzej Wajda, postulując zorganizowanie kongresu kultury niezależnej.
 
Do roboty!
Pozostaje więc mieć nadzieję, że słowa ministrów Zdrojewskiego i
Boniego o tym, że kongres był jedynie otwarciem dyskusji, były mówione
na poważnie.

I trzeba by po prostu ostro wziąć się do roboty. Ktoś chętny?

 

Zdjęcie, przedstawiające Auditorium Maximum, gdzie odbywał się Kongres,  pochodzi z  Wikipedii, autor: Lestat (Jan Mehlich).


 

nowa sza/za filmowa

Dodano 27 września 2009, w Bez kategorii, przez autor

Ok, here it goes… Turn off the light, make it full screen
and turn the music up loud.

This is the new film for and with my dear friends.

Cinematography & Editing by Maciej Puczynski
Idea by Karolina Karwan and the Team
Music by Sza/Za (Paweł Szamburski & Patryk Zakrocki)

Big thank you to Piotr Szamburski, Wojtek Puczyński and Piotr Kowalski for their
help.

 

już niebawem w TR Warszawa

Dodano 26 września 2009, w Bez kategorii, przez autor




na podstawie „Solaris” Stanisław Lem
Solaris. Raport
reż.: Natalia Korczakowska
premiera: 2009-10-02

info

reżyseria i adaptacja Natalia Korczakowska
scenografia Anna Met
muzyka Marcin Masecki, DJ Lenar
reżyseria światła Jacqueline Sobiszewski
wideo Prot Jarnuszkiewicz
konsultacje dramaturgiczne: Jacek Dukaj
konsultant Marcin Cecko

obsada: Lidia Schneider, Katarzyna Warnke,  Eryk Lubos, Cezary Kosiński, Lech Łotocki, Sebastian Pawlak, Adam Woronowicz

Zawieszona na orbicie planety Solaris stacja naukowa czas świetności
ma już za sobą. Milczący ocean, bardziej realny niż wszelkie wytwarzane
przez pokolenia naukowców pozory rzeczywistości, był istotą i
początkiem solarystyki, teraz jest świadkiem jej końca. Nauka powołana
dla sprawy Kontaktu z myślącym oceanem przez dziesięciolecia
przyciągała ludzi wybitnych. Biblioteka Solaryjska zawiera tysiące
znoszących się teorii, krytyk i polemik, którym solaryści poświęcili
życie. Brak czytelnej odpowiedzi ze strony oceanu powoduje, że armii
naukowców jak gdyby odebrano wodzów. Została szara, bezimienna rzesza
cierpliwych zbieraczy, kompilatorów, twórców niejednego oryginalnego
eksperymentu, ale brakuje już masowych, zamierzonych na wielką skalę
ekspedycji oraz śmiałych, scalających hipotez.
Myślący ocean jest obcym, zamkniętym kosmosem, wiecznym wyzwaniem dla
umysłu solarysty. Tej obcości człowiek nie umie przekroczyć, szuka w
niej lustra, które mogłoby dać potwierdzenie jego wielkości. Praca na
Solaris wymaga ciągłego zawieszenia między tym, co zrozumiałe i
oczywiste, a tym, co obce i niepojęte. Kompromitują się tu wszelkie
schematy oceny świata. Wszystko to prowadzi żyjących tu ludzi do
samozniszczenia, czasem do samobójczej śmierci. Dlatego istnienie
stacji budzi kontrowersje i dyskutuje się o tym, czy nie powinna zostać
zamknięta.
W tej atmosferze grupa solarystów przeprowadza szereg nowych
doświadczeń, które prowadzą do konkretnych obserwacji: ocean czyta i
materializuje dane zapisane w ich mózgach, w ich pamięci.
Prawdopodobnie chce kontaktu, ale wchodzi w sferę zbyt intymną,
nienadającą się już do komunikacji. Uświadamia naukowcom ich ukrytą
słabość, tak że zamykają się ze swoim wstydem.
Pytanie o sens solarystyki to pytanie o sens nauki w ogóle, uwikłanej w
społeczeństwo i jego instytucje, to pytanie o granice ludzkiego
poznania.
Kiedy na stację przylatuje psycholog Kris Kelvin, przebywa tam trzech
naukowców: planetolog Gibarian, cybernetyk Snaut oraz astrofizyk
Sartorius. Stacja pogrążona jest w chaosie. Gibarian nie żyje. Kelvin
nie potrafi przyjąć samobójczej śmierci Gibariana, wielkiego autorytetu
solarystyki, zaczyna śledztwo w tej sprawie. Jakby rekonstrukcja
śmierci człowieka, który wprowadził go w solarystykę, była w stanie
wyjaśnić mu własne zagubienie. 

Wsparcie:

 


SOLARIS. RAPORT from Magda on Vimeo.

 

  • RSS